Martyna - My Life

Coś ode mnie

♥ 29 LUTEGO - PONIEDZIAŁEK ♥

Tak drodzy państwo, dzisiaj mamy 29 lutego, czyli rok przestępny, co

oznacza, że rok 2016 ma 366 dni!!! Ale jest haczyk. Nie dość, że jest to

dzień roboczy, to do tego PONIEDZIAŁEK. Jakby to nie mogła być

niedziela. DO tego miałam dziś pisać sprawdzian z chemii oraz

najprawdopodobniej z historii. Chyba gorzej już być nie mogło. Cały

weekend uczyłam się na chemię, która poszła mi nieźle, bo 10 zadań

było zamkniętych (na A,B,C,D), a reszta nie była trudna. Gorzej było z

historią. Sprawdzian był w środę, a mnie nie było wtedy w szkole. A, że

nie mamy zeszytu, nie miałam nigdzie zapisane, że zaległy sprawdzian

piszemy od razu po pojawieniu się w szkole, czyli akurat dzisiaj, gdy

miałam historię. Pouczyłam się rano tyle ile mogłam i jakoś poszło,

pewnie na 3 (lub 4, bo uczyłam się we wtorek, gdy jeszcze nie

wiedziałam, że nie pójdę). Na wf-ie pan zrobił nam sprawdzian z

odbijania piłki siatkowej nad sobą. Powiedział, że nie liczy się ilość

odbić, tylko technika (jeden sprawiedliwy nauczyciel). Wcześniej dał

nam czas do poćwiczenia. Dostałam 5- jakimś jebanym cudem, mimo,

że piłka raz mi upadła i robiłam tak maks 10 odbić, nie więcej. No ale tu

chodzi o wyprostowane wysoko uniesione ręce i uginanie nóg, więc

ogółem większość ocen było pozytywnych. Po lekcjach miałam iść do

babci coś załatwić, jednak okazało się, że odbiera mojego brata i plany

zostały odwołane. Gniłam od 13.40 do 14.30 na przystanku, wiatr był

niesamowicie wręcz mocny, było zimno, a ja nie miałam co czytać. Nie

ma jak ja. Codziennie noszę ze sobą książkę, a dziś akurat musiałam

stwierdzić, że i tak jej nie poczytam. No super. Ale w autobusie

spotkałam mojego znajomego z 5 klasy (ja mam samych młodszych

znajomych) więc miałam towarzystwo. Właściwie wciąż jestem chora,

poszłam do szkoły tylko ze względu na sprawdzian z chemii, bo mam

wymagającą nauczycielkę. Czułam się fatalnie, bo bolało mnie gardło i

ciągle smarkałam w chustkę. Nie wiem jak wy, ale ja zawsze wstydzę

się w klasie wydmuchać nos. Nie wiem dlaczego xD Od razu jak

wróciłam do domu przebrałam się w czarny t-shirt i legginsy.

Założyłam na to moją ukochaną czerwoną bluzę, włączyłam komputer i

okryłam się kocem, podkręcając kaloryfer (wcześniej wzięłam leki).

Tak minął mój 29 lutego. Jutro nie idę do szkoły z rozsądku.